Strona głównaKsięgaFav Me

Erica obudziła się szybko, wyrwana z koszmarnego snu – wspomnienia ostatniej nocy.
Leżała w przytulnym pokoju, drewnianej chaty. A wokół unosił się przyjemny zapach pieczonego chleba. Całe pomieszczenie był proste, ale przyjemnie czyste, kilka skrzyni podpierało jedną ze ścian, obok znajdował się niewielki stolik i szafa. Za oknem świeciło słonce i zapowiadał się piękny jesienny dzień. Do pokoju wszedł Michael.
– Erico… – szepnął.
Ona tylko znów położyła się na poduszkach i przewróciła na drugi bok, by nie patrzeć na niego. Łzy piekły pod powiekami…To nie był żaden sen…To wszystko stało się…Tamtej nocy.
Powrót do Sommerstaf dłużył się jej niemiłosiernie, chciała poczuć się bezpiecznie za murami twierdzy babci Krillan, zobaczyć Debris. Nie potrafiła rozmawiać z Michaelem, nie chciała słuchać jego czułych słów i subtelnych gestów, jakimi ją uraczał. Nie chciała nawet przebywać w jego towarzystwie, lecz nie miała wyjścia. Nie trzeba było wtedy uciekać od niego, może wszystko potoczyłoby się inaczej, a ona byłaby już bezpieczna u Krillan z Debris, z małą, kochaną Debris. Tak bardzo za nią tęskniła…
Nie potrafiła nic jeść, mysl o jedzeniu powodowała mdłości. Chciała tylko nieustannie spać, by nie myśleć, lecz noc przynosiła koszmarne wspomnienia, dziurawiące jej mozg jak sito. Michael codziennie widział zapuchnięte i zaczerwienione, szklące się oczy Erici…Tak bardzo chciał jej pomoc, zapewnić, że już nikt jej nigdy nie skrzywdzi…Erica nie słuchała go. Jakby w ogóle nie rozumiała języka, w którym do niej przemawiał. Lecz przeżywał to razem z nią, czując bolesną bezsilność wobec jej cierpienia. Tak bardzo chciałby jej pomoc, lecz jak? Odtrącała go na każdym kroku, nie słowem czy gestem, lecz żelaznym murem milczenia. Od tamtej nocy nie spojrzała mu w oczy ani razu…
Po kilku dniach dotarli do Sommerstaf – małej mieściny położonej w pięknej dolinie, otoczonej masywami skalnymi i połaciami wielkich, starych lasów. Posiadłość babci Krillan była wielką, warowną twierdzą ze strzelistymi wieżami i bardzo wysokimi murami obronnymi. W razie zagrodzenia w zamku mogłoby z powodzeniem znaleźć schronienie całe miasteczko. Był to zamek dużo większy niż ten w Sotter–Mar, Infernus kiedyś, przeto chciał go przejąć i tu zrobić siedzibę bractwa, lecz Krillan się nie zgodziła na to, przez co między innymi żyją teraz w tak wrogim napięciu.
W głównym holu już przywitała ich właścicielka posiadłości. Babcia na określenie tejże kobiety było bardzo nie adekwatne, co do jej wyglądu. Jej ciało z pozoru czterdziestoletniej kobiety o szczupłej figurze i klasycznie pięknej twarzy pamiętało pewnie ze dwie wojny nad Pretorią, ale niknie miał pojęcia ile lat naprawdę miała ta dama. Ubrana była w czerwoną suknię z głębokim dekoltem, a na głowie miała delikatny, srebrny diadem z niewielkim rubinem. Włosy w kolorze kasztanu, sięgającego prawie pasa, spływały na lewe ramię, spięte w długiego, grubego warkocza. Bardziej przypominała mityczna królową, aniżeli czarownicę.
– Wreszcie was widzę, moje dzieci. – Przywitała ich serdecznym uśmiechem, po chwili zjawiła się także Debris, która od razu rzuciła się w ramiona siostry.
– Pewnie jesteście zmęczeni, dwie komnaty obok Debris są dla was przygotowane. Mała, zaprowadź siostrę, musicie odpocząć. – Poleciła, obrzucając Michaela znaczącym spojrzeniem.
Gdy Erica wraz z młodszą siostrą zniknęły na górze, wojownik wraz z czarownicą udali się do biblioteki.
Jakąś godzinę później zjawiła się tam i Debris, oznajmiając smutnym głosem.
– Erica zasnęła…Cierpienie, jakie ją wypełnia jest straszne, babciu…
Michael siedział na dywanie, obok wielkiego fotela Krillan. Jego twarz była nieobecna a oczy przygaszone. Również czarownica milczała znacząco…
– Michaelu…powiedz, co się stało jeszcze raz…Debris ma prawo wiedzieć…
Nie wdając się szczegółu i oszczędzając słów, opowiedział w skrócie całe zdarzenie. Wściekłość do samego siebie zapaliła się w jego oczach.
– Gdybym przybył wcześniej…nie wydarzyłoby się to… – zacisnął powieki, w jego oczach zebrały się łzy.
– Michaelu…to nie twoja wina, nie masz prawa się obwiniać za to, co się stało. Nie cofniesz czasu, najważniejsze, że Erica żyje i jest tu z tobą i Debris. Jedyne, co teraz możemy zrobić, wszyscy to pomó jej zapomnieć. Zapomnienia potrzebuje ta dziewczyna…
– Widziałem to…rozumiesz? Widziałem… – usta mu drżały, z trudem panował nad swymi emocjami.
Debris nie mogła powstrzymać łez smutku.
– Wiec, dlatego tak cierpiałam…Dziewczyny nie potrafiły mi w żaden sposób pomóc, nie rozumiały…
– Gdybym przybył wcześniej… – szepnął Michael, zapatrzony ogień kominka.
– To nie twoja wina. – Powtórzyła z naciskiem Krillan. Jej twarz wyrażała rozsądny spokój, choć ich emocje nie były jej obce w twej chwili. Wiedziała, ż nie mogą tu tak siedzieć i rozpaczać nad tym, co się stało. Dużo wyzwań jeszcze czeka te trójkę…Jeszcze nie raz będą ronić łzy i walczyć z własnymi lękami. A Krillan musiała ich na to przygotować…

SadtriiiS; sobota, 2.października.2010, 03:55

Rozdziały
* * *
I, II, III, IV, V, VI, VII, VIII, IX, X, XI, XII, XIII,
* * *


Odwiedzin:
Szablon SadtriiiS